Small Town America
Amerykanie jak wiadomo nie maja dowodów osobistych. Funkcję tę pełni prawo jazdy a identyfikacja odbywa się przede wszystkim poprzez tzw. Social Security Number. Formalnie to odpowiednik naszego NIPu – służy przede wszystkim identyfikacji podatkowej, ale od jakiegoś czasu stał się też sposobem na ogólną identyfikację osób. Służy więc tez takim celom jak nasz rodzimy PESEL… Innymi słowy bez SSN trudno cokolwiek tu załatwić – włącznie z na przykład założeniem konta… oraz wykupieniem pozwolenia na polowanie czy łowienie ryb. Nie żebym był zapalonym wędkarzem czy myśliwym (choć przyznam, że dość popularne tu polowanie z łukiem mnie jakoś pociąga…), ale zaintrygowało mnie uzasadnienie konieczności podawania SSN. Otóż podobno – choć wiem to ze źródła niepotwierdzonego – identyfikacja ta przy wykupie licencji służy sprawdzeniu, czy osobnik nie zalega z alimentami. Oczywiście fakt niepłacenia zobowiązań powoduje niemożliwość otrzymania pozwolenia.. a trzeba dodać, że tu jest to faktycznie sprawdzane. Z drugiej strony w wielu środowiskach polowanie jest bardzo popularną formą spędzania czasu z kumplami. Wyobrażam sobie więc poziom motywacji do uregulowania rozliczeń z X…
Kolejny wyjazd w Adirondacks - powód do kilku refleksji nad tym krajem. Jakby nie było, coś mnie tu, w ludziach, w ich relacjach, w tym społeczeństwie i tutejszej rzeczywistości fascynuje, czasami śmieszy a w każdym razie skłania do obserwacji. Z kolei kilka godzin jazdy samochodem to dobry moment na rozmowy, wymianę spostrzeżeń i ciekawych historii. Ile można rozmawiać o wspinaniu.
Śniadanie w Keene Valley, Adirondacks… przychodzimy do tej samej knajpki już trzeci poranek. Panie za ladą uśmiechają się więc znajomo na nasz widok.
- Only a bagel and coffee, right? … z lekko ironicznym uśmieszkiem upewnia się obszerna kobieta…
- That’s correct…
Faktycznie nasze skromne śniadanie składające się z przekrojonego na pół bajgla i lurowatej kawy wygląda biednie przy talerzach wypełnionych bekonem, jajkami i kiełbaskami. Niewątpliwie przeciętne zwyczaje żywieniowe amerykanów nie współgrają z naszymi potrzebami i nawykami. Chyba z miejsca bym się nie ruszył po takim śniadaniu, o wspinaniu nie wspominając. Jednak zamówienie tak wydawałoby się prostego dania jak bajgle z białym serkiem to nie koniecznie taka prosta sprawa. Za pierwszym razem dostaliśmy go umoczonego w maśle… dosłownie umoczonego, tak że po naciśnięciu nożem wypływał z niego tłuszcz. Za drugim razem panie w ogóle zapomniały o naszym zamówieniu . Ale dnia trzeciego zostaliśmy obsłużeni wyjątkowo. Acz z lekko sarkastycznym uśmieszkiem.. ach ci wychudzeni dziwaczni europejczycy, nie wiedza co dobre i żywią się sucha bułką.
To taka tylko anegdotka.. poza tym trzy dni wspaniałego wspinania, na Poke- o-Moonshine, Spider’s Web (sciana poprzecinana rysami) i Beer Wall, a poniżej kilka zdjęć…

Ściana poke-O-Monnshine o zmroku.. (w rzeczywistości było znacząco ciemniej) wypatrujemy znajomych zastanawiajac się czy wzieli na wspinanie czołówki

Spider's Web.. wbrew pozorom ta ściana ma w najwyższym miejscu koło 50m. Piękne wspinanie w rysach

Wspinanie na Beer Wall, Adirondacks
Wszystkie teksty zamieszczone na stronie podlegają ochronie. Zabrania się ich kopiowania, przetwarzania i rozpowszechniania bez pisemnej zgody
Copyright © HiMountain